Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiek emerytalny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiek emerytalny. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 listopada 2010

Równi pracują na emeryturę równiejszych

Wszyscy skupiają się na zmianach, które czekają OFE, a nikt słówkiem nie wspomina o uprzywilejowanych grupach zawodowych, które ciągną z budżetupaństwa ile się da, traktując go jak nader dojną krowę. Owszem przyczepili się KRUS i rolników, ale to tylko polityka.

Tymczasem należałoby wreszcie zerwać z tymi chorymi tradycjami, które 35-latka w mundurze czynią wyjątkowo młodym, a bywa że i ponętnym emerytem. Wystarczy 15 lat służby i już się należy. Gdzie tu sprawiedliwość? Gdzie postulaty o wydłużeniu wieku, w którym przysługiwać będzie prawo do emerytury?

Pewnie, że obrońcy tych korzyści powiedzą: włóż mundur i służ. Mądrale. Gdyby armia składała się z żołnierzy moich gabarytów nikt nie traktowałby nas poważnie. Niemcy znów by na nas napadli i w ciągu kilku dni zrobili nam z tyłków jesień średniowiecza. Nikt tego nie nazwałby nawet wojną. Ot, anszlus i już. Ale czemu tu się dziwić, skoro ta najbardziej rachityczna armia świata, ledwo sama trzymająca się na nogach, potrzebowałaby trzech żołnierzy żeby obsłużyć pistolet? Jeden trzyma, drugi celuje, trzeci naciska spust. Bez większej gwarancji sukcesu.

Chwilowe korzyści, wynikające z konieczności zużycia mniejszych ilości materiału na... no, mundurami tego nazwać nie można, ale mundurkami i owszem... zdecydowanie nie zrekompensowałyby nam jako narodowi strat. Materialnych, fizycznych i przede wszystkim moralnych.

Wszak to upokarzające byłoby gdyby Niemcy prowadzili pojmanych polskich oficerów... za ucho. 'Raus! Tu mi szedżecz, polnisze szwajne, w kączie!' A sami plądrowaliby nasz dobytek, w tym narodowy.

Zrozumiałe więc, że do armii mnie nie przyjmą, bo po cóż im taki malutki żołnierzyk?

Stąd jednak płynie wniosek, że to pewna forma dyskryminacji jest, skoro z uwagi na gabaryty nie mogę otrzymać świadczenia emerytalnego w wieku 35 lat. Czy to jest sprawiedliwe?! Nie!

Pewnie, że trudno jest mi sobie wyobrazić, że za bandytą biega 63-letni policjant albo kraju broni 60-letni, ledwie widzący żołnierz. Z drugiej jednak strony kto wyzbywa się młodego, silnego, będącego w kwiecie wieku mężczyzny, który mógłby jeszcze trochę popracować, posłużyć narodowi i Ojczyźnie, a jak będzie chciał, to i Bogu?

Doczepię się jeszcze do górników, których uposażenie zwala z nóg, choć i tak jest o połowę mniejsze niż sędziego czy prokuratora.

Jeśli chodzi o emeryturę (i właściwie jak się zastanowić – nie tylko o nią), to w Polsce wciąż są równi i równiejsi...

środa, 6 października 2010

Efektywna armia rumuńskich emerytów


Postanowiłam wybrać się w dalszą podróż, bo co tak będę w domu siedzieć? Mój cel – kraj, w którym zagwarantują mi najgodniejszą emeryturę. Bo tych państw, w których dostanę najgłodniejsze świadczenie nie brakuje. A więc globus z szafy czas ściągnąć. Kręcę z impetem plastikowym globem i z zamkniętymi oczmi paluszkiem serdecznym, bo co se będę żałować palca, wskazuję kierunek ekspedycji. RO! România ze stolicą w Bucureşti! O, curvescu!



Rumuni dotkliwie odczuli spowolnienie gospodarcze, czego najlepszym dowodem, że w Międzynarodowym Funduszu Walutowym, Unii Europejskiej oraz Banku Światowym zadłużyć się musieli na 20 mld euro. Deficyt budżetowy utrzymali na poziomie 6,8%, ale żeby się nie pogłębiał, w następnym roku pożyczą kolejnych 6 mld. Większość tej kasy wydają na wypłacenie emerytur i wynagrodzeń, bo w Rumuni blisko 30% pracujących (co stanowi około 1,5 mln osób) zatrudnionych jest w strefie budżetowej.

Oczywiście, zbulwersowana budżetówka wyskoczyła na ulice, bo nie dość, że rząd obciął im pensje o 1/4, podniósł podatek VAT, to jeszcze zapowiedział zwolnienia. Sytuacja w kraju ma proste przełożenie na wypłatę emerytur – system emerytalny Rumunów od roku 2008 odnotowuje deficyt, który do grudnia wyniesie 3 mld euro. Tymczasem emerytów w tym 22-milionowym państewku (mowa o demografii, a nie przychodach) jest aż 5,5 mln. Tak więc im również trzeba było obciąć świadczenia, i to aż o 15%.

Krewcy rumuńscy emeryci poszli w ślady strefy budżetowej i zorganizowali się w iście geriatryczną, acz wciąż jeszcze rześką armię. W Rumunii wiek emerytalny wynosi (czy też raczej wynosił, o czym dalej) wprawdzie 63 lata dla mężczyzn i 59 lat dla kobiet, ale w rzeczywistości statystyczni rumuńscy mężczyźni kończą pracę zawodową osiągając 56 lat i jeszcze pół roku, a statystyczne rumuńskie kobiety 5 miesięcy po 55 roku życia. Sił więc ów pluton miał wystarczająco, by stoczyć bój z policjantami, którzy otrzymali rozkaz: 'nie dopuścić emerytów pod pałac prezydencki w Bukareszcie'. Walka była wyrównana i zakończyła się remisem.

To było wiosną, a już wczesną jesienią rząd odwdzięczył się emerytom, głównie przyszłym, i pewnej nocy, po bardzo burzliwych naradach, których skutkiem było m.in. ostentacyjne opuszczenie sali obrad przez obrażoną opozycję (skąd my to znamy?), ogłoszono, że odtąd wiek emerytalny zostanie zrównany i podniesiony do 65 lat. Do roku 2015 załapią się nań panowie Rumuni, a do roku 2030 panie Rumunki.

Tymczasem w Krainie Rumuńskich Funduszy Emerytalnych wszyscy żyć będą długo i szczęśliwie. Od początku funkcjonowania zarobiły dla swoich klientów blisko 14,6%, a jeśli wziąć pod uwagę ostatnich 12 miesięcy, to zyski wyglądają jeszcze lepiej – 18,7%.

Rumuńskie Stowarzyszenie Funduszy Emerytalnych przekonuje, że stopy zwrotu mogłyby być znacznie wyższe, ale wcina się im ichniejszy nadzór finansowy, więc zamiast śmiało pomnażać kapitał, zmuszone są prowadzić konserwatywną politykę inwestycyjną. Na celownik grzecznie biorą więc państwowe obligacje i akcje spółek giełdowych. Na fundusze private equity i rynki europejskie wolno im przeznaczać najwyżej 2% swoich aktywów, a na giełdy towarowe i instrumenty pochodne do 3%.

Zdaniem rumuńskich anali od funduszy politycy konsekwentnie i z uporem psują zreformowane systemy emerytalne w państwach Europy Środkowo-Wschodniej. Słowacja i Węgry to najlepszy przykład pazerności państwa, które dla chwilowych korzyści budżetowych zezwala swoim obywatelom na występowanie z funduszy emerytalnych i powrót do systemu à la nasz ZUS.

Zadaniem rządów powinno być dokończenie rozpoczętych reform, a nie ich zawracanie – cierpliwie, mądrze i rozsądnie tłumaczą rumuńscy specjaliści, podkreślając przy tym, że fundusze powinny mieć możliwość jak najkorzystniejszego inwestowania środków swoich klientów. I mają rację, bo od giełdowej bessy dla oszczędności przyszłych emerytów gorsze są kapryśne i nieprzemyślane decyzje polityków, którzy wyraźnie stracili nie tylko kontakt z rzeczywistością, ale i łączność ze swoimi mózgami.

W Polsce na taki sam poroniony pomysł wpadło swego czasu Prawo i Sprawiedliwość. Dokładnie rok temu politycy PiS proponowali, by Polacy mogli występować z OFE. Szczęśliwie do tego nie doszło. Choć pomysły PO, by na stałe obniżyć składkę również zasługują na nagrodę Złotego Moherowego Beretu (nie lepiej brzmi: bereta?).

Wracając jednak na rumuńskiej ojczyzny łono dodam jeszcze, że do tamtejszych funduszy należy 4,86 mln rumuńskich ludzików, którzy w sumie odłożyli 493 mln euro. Najbardziej na rynku panoszy się, znany i u nas holenderski ING. W ramach II filaru powierza mu środki 33% z tych niemal 5 mln, a w ramach III filaru – 25,8%. Jest jeszcze, także znajomy nam, niemiecki Allianz. Razem z ING władają niepodzielnie połową emerytalnego rynku.

Wygląda to, mimo trudności gospodarczych z jakimi boryka się Rumunia, a ze względu na ewentualny kierunek migracji liczę, że przejściowych, całkiem przyszłościowo... No, to może czas w drogę? Jeśli tak, to: drum bun!* 

* meaning good journey!

sobota, 25 września 2010

Chcę być francuskim emerytem


Jak tak siądę i myślę, to dochodzę do wniosku, że być francuskim emerytem miodnie jest. Powiem więcej – jest to poświęcenie, na które zdecydowanie jestem gotowa.

Dywaguję o tych francuskim uposażeniu na jesień życia w związku ze zdecydowanymi krokami, jakie społeczeństwo mieszkające za Linią Maginota powzięło w związku z zamiarami ich prezydenta, który postanowił podwyższyć wiek emerytalny z 60 na 62 lata. Prawdą jest to, co powiadają o Francuzach, że nigdy nie są gotowi na reformy, ale zawsze na rewolucję.

Nie chciało się Francuzom ruszyć w 1939, nie chce im się też zbyt długo pracować... No i ja ich właściwie rozumiem. Nasi politycy uzasadniają konieczność przedłużenia wieku emerytalnego z 65 lat do 67, że niby wykluczenie społeczne osób starszych, brak aktywności zawodowej wpływający na ich fatalne samopoczucie, niska emerytura itd. etc.

Ale mnie nikt nie pytał, czy mnie się to podoba. A mnie się nie podoba. Bo po pierwsze primo to mnie się wykluczenie nie ima, bo nie przeszkadza mi, że ludzie są daleko ode mnie, po drugie primo samopoczucie to ja mam fatalne, gdy za dużo ludzi czegoś ode mnie chce, a po trzecie primo – niska emerytura... Heh... Chciałoby się powiedzieć: no, proszę Cię ministru i premieru...

Jeśli pójdę na emeryturę w wieku 67 lat, to ile ja się nią nacieszę? Góra trzy lata, o ile w ogóle dożyję do tego ustawowego wieku emerytalnego.

No więc ja chcę na francuską emeryturę, bo mając lat 60 i co miesiąc pobierając należne mi świadczenie to ja sobie czas zagospodaruję, wykluczona się czuć nie będę, zajęcie sobie znajdę, żyć będę po prostu jak francuski emeryt – wygodnie, komfortowo, beztrosko. Umierać będzie mi się lepiej.


Zaraz do Sarkozy`ego napiszę, zaznaczę, że najnowszą płytę koleżanki małżonki nabyłam. Nie mój to gust, nie moja muzyka, ale jeśli ma to być inwestycja w emeryturę, to na to poświęcenie takoż jestem gotowa.

Znikam zatem, żeby zacząć żmudne i mozolne pisanie, przypominając sobie francuskie słówka...

Mon Cheri Monsieur Président, je vous écris pour Vous...