Pokazywanie postów oznaczonych etykietą system emerytalny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą system emerytalny. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 listopada 2010

Poker face w emerytalnej rozgrywce

Jak swego czasu zaznaczyłam, postanowiłam wykazać się sprytem bardziej niż cierpliwością, a już pod żadnym względem systematycznością, w zagwarantowaniu sobie godnej emerytury. Nie sądziłam, że kiedykolwiek w sukurs mi przyjdzie strażak. Pan Strażak. Znaczy się Pan Prezes Pawlak ze swoją twarzą niczym Christophera Walkena face. Poker face! Po po po poker face, jak zawyłaby Lady Gaga.

I rzekł Strażak Pan: nie będzie KRUS podnosił stawek. I rolnikom nie będzie zabrane. I będzie budżet, a więc podatnicy wszyscy nadal dokładać do ubezpieczenia zdrowotnego farmerów. I będą oracze, siewcy, broniarze, plonozbieracze korzystać z przywileju wcześniejszej emerytury. Krowodojarze, koniopaścy, świnopasy również.

I zasiądzie kobieta 55-letnia na progu domu swego, by wyglądać pana ('enypana' – nie czepiajmy się szczegółów). I będzie tak siedzieć aż do śmierci, bo pracą obarczona już nie będzie. Rzekł bowiem Strażak Pan.

Więc skoro tak, pomyślałam sobie, że i ja posiedzieć na klepisku jakowejś lepianki mogę. A że wieś niejedną znam, więc wiem, że te lepiaaaaaaaanki, to... Ho, ho, ho! Moje wielkomiejskie, ledwie 50-metrowe M3 ma rozmiar jednego pokoju w takowej chałupie. Przyzby na ten przykład.

Spakowałam więc kanapki w reklamówkę, wzułam białe kozaczki i popędziłam na Pekaes, żeby z aglomeracji dostać się na wieś. Jakąkolwiek – tak rzekłam miłej pani w kasie. Nie było jednak takiej nazwy miejscowości, więc kierowca, zapewne w porozumieniu z miłą panią z kasy, wysadził mnie w pierwszej osadzie liczącej niespełna 500 mieszkańców. I czym prędzej czmychnął z miejsca zdarzenia.

Odetchnęłam świeżym powietrzem, głęboko się nim zaciągając. Odrzucił mnie jednak fetor obornika zalegającego na ciągnących się po horyzont polach. Zakasłałam, splunęłam i z palcami zaciśniętymi na nosie rozejrzałam się po okolicy. No, ładnie tutaj, choć trochu cuchnie. I chałupy żadnej w zasięgu oka. Nijak się to miało dla moich planów. Emerytalnych w szczególności.

W drogę jednak! Twardym trzeba być... Wiadomo!

Po wielu długich godzinach dość wymagającej włóczęgi, bywało, że z torem przeszkód, dotarłam wreszcie na powrót do wielkomiejskiej cywilizacji. Było już ciemno, wiec blask ulicznych latarni ucieszył mnie jak rzadko.

Miałam bowiem za sobą kilkadziesiąt głównie przebiegniętych kilometrów. Dwa razy farmerzy pogonili mnie widłami, sądząc, że jestem z izby skarbowej. Sześć razy toż samo uczyniły kobiety, którym nie w smak było, że szczuję ich mężczyzn białymi kozaczkami. Goniły mnie w gumofilcach i z szacunkiem przyznać muszę, że bywały szybsze. Też sobie muszę takie sprawić na wieczorne przebieżki.

Raz pomyliłam byka z krową. Raz zbytnio zbliżyłam się do lochy z młodymi. Dwa razy sądziłam, że pies był na łańcuchu, a to tylko łańcuch był na psie. Chciałam pogłaskać kota, ale mnie podrapał. Pogoniło mnie stado gęsi, podszczypujących mnie z lubością w zadek. Wreszcie spóźniłam się na ostatni autobus.

Ale w końcu jestem back in town, więc to koniec przygód na dziś. Witaj wielkomiejski zgiełku! Witajcie zatłoczone ulice! Witaj smrodzie spalin! Cmok, cmok, cmok! Buziak dla jakiegoś pomnika i tabliczki z nazwą placu.

Ufff... Jestem pod domem. Żadnych swojskich zapaszków, a ta psia kupa w którą wdepnęłam, to jest nic w porównaniu z krowimi odchodami, w których brodziłam dziś po kostki. W białym obuwiu, zresztą. Zaraz będę w domciu. W moim nader skromnym, acz przytulnym M.

Wef mordę! Wygląda na to, że w czasie jednej z mnogości ucieczek przez wielohektrowe areały zgubiłam klucze...

Może to prawda, że wsi spokojna, wsi wesoła. Ale ja mam kompletnie zszargane nerwy i ni grama spokoju, ni mililitra wesołości... Pal licho emeryturę dla farmerów! Chcę do dooooooomu!

sobota, 30 października 2010

Sarkozy jest emerytalnym Don Kichotem


Prezydent Sarcozy nie ma łatwego życia. Odkąd go „znam” chłopina walczy jak lew i sto tygrysów z całym światem. Najwięcej krwi napsuła mu jednak niegdysiejsza koleżanka małżonka, a teraz jego własny naród.

Idzie francuska prezydencina pod prąd jak się patrzy. Pełna jestem podziwu dla jego determinacji i politycznej odwagi. Trudno oceniać efekty jego decyzji, ich skutki. Niemniej jednak zdecydowanie ma chłopina jaja! Nieważne, czy francuskie, żydowskie, czy też może węgierskie. Na pewno nie polskie, bo gdyby takie miał, to i o naszym premierze mogłabym powiedzieć, że to facet z jajami. A tak nie jest.

 

Sarkozy przetrwał bunt rozpuszczonych jak dziadowski bicz Francuzów, którzy tymi dziecinnymi protestami i strajkami przede wszystkimi sami sobie robili krzywdę. Nie wiedzą nawet, jak mają dobrze. Obniżając wiek emerytalny z 65 do 60 lat dał im w 1982 roku Francois Mitterrand palec, więc teraz żądają ręki.

Podniesienie wieku emerytalnego zaledwie o dwa lata zdemolowało i unieruchomiło Francję na kilka miesięcy. W trudnej sytuacji, w jakiej jest kraj przynieść to może 20 mld oszczędności. Jeśli uwzględnić, że Francuzi na emeryturze mają się całkiem dobrze, to – choć zwolennikiem podnoszenia wieku emerytalnego w ogóle, a zabierania mi wszelkich przywilejów w szczególności nie jestem – to doprawdy trudno mi zrozumieć, co tak bardzo ich oburza?

Pracują – mają życie usłane różami. Są na emeryturze – niewiele się zmienia. Niech spróbują rok u nas pożyć. Najpierw pracując, później stojąc w kolejce po czerstwe bułeczki, bo tańsze. Przynajmniej mają z czego odłożyć na starość. My nie mamy nic pracując, a jeszcze mniej przechodząc na emeryturę.

Kwintesencją emerytalnych rozterek miłośników wina, sera i żabich udek jest poparcie, jakiego reformom Sarkozy`ego udzielił sam Nursułtan Nazarbajew, prezydent Kazachstanu. Jak podkreślił miłościwie panujący żyjącym w nędzy Kazachom post-radziecki kacyk, tego rodzaju reformy w swoim kraju przeprowadził wiele lat temu. Ze znakomitym skutkiem.

Gdyby nie to, że dane mi było ten piękny i fascynujący kraj odwiedzić, pewnie bym mu uwierzyła.

A Sarkozy? Twardy jest. Więc pewnie sobie poradzi. Francuzom natomiast nadal proponuję wymianę. Chętnie zostanę obywatelką Republiki, a w zamian niechaj się któryś ze mną zamieni i pożyje tu trochu... Wróci pod skrzydła Sarkozy`ego szybciej, niż mu się wydaje.

Bo takiego survivalu, jaki serwują nam nasi politycy, ze świecą szukać.

Co nie zmienia faktu, że trzymam kciuki za naszych decydentów. Niech im się powodzi w tej emerytalnej batalii. Oby z korzyścią dla nas, przyszłych emerytów.

poniedziałek, 25 października 2010

Poplątane wątki emerytalne

Odkąd z uwagą śledzę wydarzenia związane z politycznymi decyzjami, dotyczącymi przyszłych emerytur coraz mniej z tego wszystkiego rozumiem. Nie znajduję żadnej logiki, wynikania, przyczyny i skutku, co sprawia, że z każdym dniem, z każdą prasową notką i medialnym doniesieniem czuję się coraz bardziej sfrustrowana.

Dorosły człowiek, a nie rozumie! Co będzie, gdy ktoś, kto od czasu do czasu tu zagląda, uzna, że orientuję się w temacie, skoro tak pilnie tropię emerytalne wątki? A jeśli jestem obeznana, to będzie można zasypać mnie pytaniami zagadnienia emerytur dotyczącymi? Co powiem komuś takiemu, poszukującemu? Odeślę go z kwitkiem i informacją, że sama nie rozumiem, o co w tym wszystkim chodzi? Wstyd będzie, oj, będzie wstyd!

No bo tak, na tę nieszczęsną logikę, to chaos mamy, a ja ciemność widzę, ciemność na tle emerytury. Zresztą samej emerytury też jakoś nie dostrzegam. Perspektyw – jednym słowem – żadnych.

Miało się zmienić, miało drgnąć. W efekcie miało być trudniej, ale efekt efektów miał być taki, że przyszłym emerytom będzie miało być dobrze. Na mieleniu politycznym ozorem się skończyło. Milczenie zapadło w kwestii zrównania wieku emerytalnego płci obojga, podniesienia wieku emerytalnego, reformy OFE, które miały w ramach subfunduszy walczyć jak agresywne lwy lub zrównoważone antylopy (w zależności od tego, ile lat klientom zostało do emerytury) o pomnażanie powierzanych funduszom środków. Zachęt do oszczędzania w III filarze też raczej nie będzie.

Dlaczego tak się dzieje? Skąd milczenie? Jakim cudem w tym wszystkim brakuje logiki i konsekwencji? Z powodu całkiem błahego, ale na wskroś politycznego. Magiczne słowo: wybory! Za miesiąc samorządowe, w przyszłym roku parlamentarne...

Pamiętam, że mieliśmy w liceum nauczyciela historii, człowieka młodego, kochającego przedmiot, który wykładał i świetnie dogadującego się z nami, ówczesnymi nastolatkami. Edukował nas zarówno historycznie, jak i patriotycznie. Jako że moja nauka w liceum przypadła na lata ustrojowej transformacji, więc o zmianach, o tym, że będzie w Polsce lepiej często na lekcjach historii rozmawialiśmy. Nasz nauczyciel chciał z nas uczynić prawdziwych obywateli, dlatego przed wyborami wiele nam o nich, ich roli i naszej w nich roli opowiadał.

Wkrótce stało się tradycją, że ilekroć chcieliśmy uniknąć nudnych wykładów o nikomu do szczęścia niepotrzebnych wydarzeniach z okresu Rewolucji Francuskiej chociażby, prosiliśmy naszego ukochanego belfra skamląc chóralnie: 'o wyborach! o wyborach!'

Gdybym mogła spotkać go teraz, pewnie zasmucony byłby faktem, że wyrachowana polityczna poprawność i brak odwagi do podejmowania radykalnych, ale potrzebnych decyzji, jest dla politykierów ważniejsza, niż przyszłe losy społeczeństwa. Próbował nam wmówić, bo było o tym przekonany, że w demokratycznym państwie jest dokładnie odwrotnie.

Tymczasem jak jest? Niepopularne rozstrzygnięcia przed wyborami? Nigdy w życiu!

Nie, nie jestem zwolennikiem zrównywania wieku kobiet i mężczyzn, ani też podnoszenia wieku emerytalnego. Nie przemawiają do mnie argumenty, zgodnie z którymi chodzi o to, bym po 60. roku życia nie czuła się wykluczona społecznie. Spokojna głowa. Znajdę sobie zajęcie i będę się znakomicie bawić.

Niemniej jednak dostrzegam potrzebę reform, a przede wszystkim zdjęcia z pozostających w wieku produkcyjnym obowiązku utrzymywania uprzywilejowanych grup, które ze świadczeń emerytalnych korzystają zdecydowanie przedwcześnie. Bywa, że i o 20 lat za wcześnie. W matołka, który ledwo wiąże koniec z końcem, a ze swoich obowiązkowych składek finansuje mercedesy i domki letniskowe cieszących się urokami emerytury mundurowych czy górników wali się bez opamiętania.

Zabiera się wszelkie ulgi, myśli o zlikwidowaniu becikowego, a program Rodzina na Swoim traktuje jak niewypał, z którego czym prędzej trzeba się wycofać. Nie sprzyja to wyżowi demograficznemu, od którego przecież w efekcie zależy utrzymanie emerytów.


Taki matołek nie wyjdzie na ulicę, upomnieć się o swoje. Z pokorą zniesie kolejne obciążenia, złorzecząc jedynie w duchu rządzącym. Może jeszcze przy wódce z innymi matołkami sobie ponarzeka. Wiem, bo sama do tej grupy należę.

I wiem też jeszcze jedno - mianowicie kto palić będzie opony pod siedzibą pierwszego ministra, gdy po wyborach Kancelaria Premiera wróci do tych ważnych dla nas wszystkich emerytalnych wątków. Mnie i podobnych tam nie będzie, bo będziemy w pracy.

czwartek, 7 października 2010

Być nową kobietą na emeryturze

Natchnęła mnie ostatnia taka jedna publikacja. Wzmianka o wydarzeniu, które stanowi część czyjegoś – jak się okazuje dotąd nieszczęśliwego – życia. Wystarczyły dwie minuty lektury, by przejrzeć na oczy i zrozumieć, że chcąc legalnymi środkami zadbać o przyszłą emeryturę dreptać będę w miejscu. Aż po grób. A można przecież posłużyć się sprytem i takie właśnie 'emerytalne sprytki' postanowiłam zbierać.



Było tak. Pewien Brytyjczyk żył w nie swoim ciele. Owszem, ożenił się, ma dwoje dzieci, ale było mu ze swoją płcią niewygodnie. W 2000 roku wziął i się zoperował. Znaczy się zmienił – z Christophera w Christinie. Życia sobie i najbliższym szczególnie nie skomplikował, ponieważ nie rozwiódł się, a małżonka i potomstwo szanują jego wybór.

Mało tego – wkrótce po tym, jak zdecydował się na ten radykalny krok osiągnął, a właściwie wówczas już osiągnęła wiek emerytalny. Właściwy dla kobiet, rzecz jasna! Na Wyspach wynosi on, podobnie jak u nas 60 lat. Tak więc Christine mogła pobierać świadczenie emerytalne o 5 lat wcześniej niż Christopher.

I tu mnie brytyjski odpowiednik naszego ZUS-u zaskoczył. Okazało się, że to, co u nas stanowiłoby zapewne ewenement, w GB już 6 lat temu zostało uregulowane prawnie. Zezwala się więc na korzystanie z pełni praw przewidzianych dla swojej nowej płci, ale pozostającym wcześniej w małżeństwie postawiono warunek – rozwód lub unieważnienie związku.

Christina powalczyła w sądzie i dostała to, co chciała; uznano jej prawo do dość nietypowego pożycia małżeńskiego i wypłacono zaległą emeryturę, której wcześniej – ze względu na małżeństwo – nie chciano jej przyznać.

W naszym systemie emerytalnym taka zamiana płci nie wyszła by mi na korzyść. Jako nowo powołany do życia mężczyzna musiałabym pracować pięć lat dłużej. Ale kierunek rozumowania wydaje się być jak najbardziej właściwy.

piątek, 1 października 2010

Wesołe ma być życie staruszka na emeryturze. I basta!


Taki trend jest teraz, modny bardzo, żeby ludzi starszych aktywizować. Żeby starość nie była tabu. By dostrzegać osoby w podeszłym wieku, które mieszkają w mieście i chcą jak każdy pójść do klubu, wypić piwo w knajpie, skorzystać z usług salonu kosmetycznego, uczyć się języków, w kinie czuć komfortowo, o zbyt wysokie krawężniki i nierówne płyty chodnikowe się nie potykać, do tramwajów nie wspinać mozolnie i z wyraźnym trudem, no i w ogóle korzystać z tych samych praw oraz przywilejów, wynikających z mieszkania w mieście, z których pełnymi garściami czerpie wyższa kasta nie-emerytów.

No, pięknie bardzo. Szlachetnie. Cel szczytny. Idea śmiała. Walczmy z wykluczeniem. Jak ładnie zostało to ujęte w tekście Całkiem Zmyślnej Pani Autorki o Sercu Czułym i Piórze Lekkim, Marty Kacprzyk: Tę rewolucję w sposobie myślenia powinny rozpocząć przede wszystkim media, ale także my sami na co dzień. Pokazując seniorom, że nie różnią się niczym od osób młodszych nie tylko przywraca się im chęć do życia, ale także aktywizuje do odkrywania nowych pasji. Jesień życia może być bowiem złota, a starość absolutnie nie musi być tabu.

Gdybym była osobą starszą – znaczy się starszą niż już jestem – to pewnie głośno przyklasnęłabym pomysłowi, a następnie założyła blog: 'stop mentalnej starości' czy inną rewolucyjną partię, która weszłaby w komitywę z Palikotem, żeby wywijać wibratorami, bo stary człowiek też może. I wcale, jak to się określa eufemistycznie, jesień życia nie musi upłynąć pod hasłem: 'starych eksmitować na wieś, zabierają przestrzeń w mieście'. Podobnież aż 3 miliony podeszłych wiekiem żyje w dużych miastach...



Osobiście żyję w mieście niechętnie. Nie jestem jednak aż tak podeszła (wiekiem), za to żółcią jestem podeszła, aże się ona we mnie przelewa, nawet w ślepiach przekrwionych bulgocąc, niekiedy zasię i resztki zwojów mózgowych w żółtej brei się pławią, co zapewne ma proste przełożenie na złośliwość i zjadliwość mych pisemnych wypowiedzi.

Bo jak mają się te deklaracje w stylu 'uczyńmy starość bardziej ludzką' do pomysłów rządu, by ograniczyć możliwość zarobkowania osobom pozostającym na emeryturze? Na rencie można dorabiać, na emeryturze – nie. Heh... Znaczy się jak dwie niesprawne ręce i dwie niesprawne nogi, razem cztery niesprawne kończyny staną się mym udziałem, mogę wziąć w zęby zaświadczenie o niepełnosprawności, o grupie inwalidzkiej orzeczenie i zostać ochroniarzem/strażnikiem/dobytku pilnującym portierem na budowie?

Ale jak sprawna jestem, choć wiekowa, bo 60 na karku, ale wysportowana jestem i aktywna fizycznie i wciąż jeszcze umysłowo lotna, bo w wieku średnim mnie wzięło na sport i tak mi już zostało, to mam siedzieć w domu z tym skromnym świadczeniem emerytalnym, które zgodnie ze zreformowanym systemem emerytalnym wynosi 40% mojej ostatniej pensji?

Ach! Ja durna! Przecież wiek emerytalny podnoszą, bo podobnież tak lepiej dla przyszłych emerytów. Dłużej pracują, więcej na emeryturę odkładają. A więc wróć! Jeszcze raz, tylko trochu inaczej: Ale jak sprawna jestem, choć wiekowa, bo 70 na karku, ale wysportowana jestem i aktywna fizycznie i wciąż jeszcze umysłowo lotna (...) to mam siedzieć w domu z tym skromnym świadczeniem emerytalnym, które (...) wynosi 41% mojej ostatniej pensji?

Nie! Nie! Co ja piszę?! W jakim domu? Przecież na śmierć zapomniałam, że się mentalność ludzi zmienia! Że teraz starsi mają głos! Że powinnam wziąć w sprawną rękę te swoje pobory, swoją emeryturę i za sprawą wciąż jeszcze sprawnych nóg pobiec w miasto, by żyć pełnią życia i cieszyć się! Do kina, do fryzjera, do kosmetyczki, tramwajem, autobusem, taksówką, teatry, koncerty, wystawy, opera, balet.  

Wesołe ma być przecież życie staruszka! Za minimalną emeryturkę, bo OFE się opierniczają, a rządzący stale coś grzebią przy systemie emerytalnym i jakoś dogrzebać, wygrzebać się nijak nie mogą... 

Kiedyś żyliśmy w epoce gospodarki nakazowej, centralnie sterowanej. Dziś funkcjonujemy, równie nieporadnie, w epoce mentalności nakazowej. Centralnie sterowanej, a jakże! Szkoda tylko, że nie pamiętamy, z jakim smrodem i hukiem to pierwsze dupło... A historia tak bardzo lubi się powtarzać.

poniedziałek, 27 września 2010

Nie interesuje mnie rosyjska emerytura

W poszukiwaniu najlepszych sposobów zabezpieczenia starości postanowiłam wybrać się w podróż. Na razie przysłowiowym 'palcem po mapie', ale zanim swoje interesy życiowe przeniosę do innego państwa wolę wiedzieć, gdzie będzie mi na jesień życia naprawdę miło i wygodnie.

Paluszkiem zatem losowo wybrany kraj wskazuję. Otwieram oczy... Rosja! O! Rosja nie! Zdecydowanie nie! Brzydka Rosyjska Federacja!

Powiada się, że system emerytalny naszych wschodnich sąsiadów jest tak doskonały, że jak żaden rozwiązuje dokładnie wszystkie problemy w tym zakresie. Każdy potencjalny emeryt otrzymuje bowiem od państwa Wołgę. Do przepłynięcia. Jeśli nie przepłynie, problem emerytury znika. Jeśli natomiast przepłynie – to jeszcze lepiej! Radośnie spasłe łapki zacierają politycy! Przepłynął, to znaczy, że widocznie 'niedoszły emeryt' wciąż jeszcze nadaje się do pracy!


Myślałam z przerażeniem o dokonanym przez mój wskazujący palec wyborze. Rosja nie! Traf chciał, że dwa dni później trafiłam w TVP naszej publicznej na „Szerokie tory”. Nie dosłownie, rzecz jasna. Ten wdzięczny i jakże znaczący tytuł odnosi się do cyklu reportaży telewizyjnych Barbary Włodarczyk, która z rzadko spotykanym wśród dziennikarzy szacunkiem dla swoich bohaterów podgląda życie codzienne w krajach dawnego ZSRR.  

Odcinek 65. z roku 2004 opowiada o Lenie, mieszkance, o ile można tak powiedzieć, Moskwy. Kobieta jest bezdomna i żyje z jałmużny od dziesiątek lat. Żebrze na jednej z główny ulic Moskwy, wśród najbardziej ekskluzywnych sklepów, kasyn i restauracji. I takichże zamożnych ludzi. Nie w tym rzecz jednak.  

Chcąc reporterce pokazać, jak wielu ludzi w Moskwie zmuszonych jest prosić o kilka rubli zaprowadza ją pod jedną z większych cerkwi. Prawosławni udzielanie jałmużny uznają to za ważny element swojego życia. Skromnie, na miarę możliwości, ale wspierają każdego kto o to prosi.  

Lena tam nie żebrze, bo to 'rewir' emerytek. Tak, tak. Nie ma żadnej pomyłki. Pod bieloną ścianą cerkwi siedzą trzy 'babuszki'. Jest zima, więc mają na sobie po kilka kiecek i tyleż kubraków, a na głowach chustki, których sposób wiązania pamiętam z radzieckich kreskówek i ilustracji w książce 'Bajki ludów radzieckich'. Jak wyjaśnia narrator, świadczenia emerytalne w Rosji są tak katastrofalnie niskie, że starsi ludzie, by nie głodować zmuszeni są żebrać.

Warto dodać, że Rosja właściwie równolegle z Polska dokonała reformy systemu emerytalnego. Oto co na ten temat znalazłam w sieci: System emerytalny Federacji Rosyjskiej jest oparty na dwóch obowiązkowych filarach i jednym dobrowolnym. System obowiązkowy, podobnie jak w Polsce, oparty jest na zasadzie zdefiniowanej składki

Pierwszy filar tworzą dwa komponenty: powszechny, oparty na zasadzie repartycyjnej, finansowany przez zunifikowany podatek społeczny opłacany przez pracodawców (podstawowa część emerytury pracowniczej) – gwarantowany jest dla wszystkich obywateli przez Federację Rosyjską, finansowany na zasadzie repartycyjnej ze składek ubezpieczeniowych (ubezpieczeniowa część emerytury pracowniczej).

Drugi filar finansowany jest na zasadzie kapitałowej w wyniku inwestowania składek ubezpieczeniowych (kapitałowa część emerytury pracowniczej). System obowiązkowy uzupełnia trzeci filar – dobrowolne oszczędności emerytalne – pracownicze i indywidualne.

Zreformowany system emerytalny w Rosji nie zapewnia osiągnięcia nawet w długim terminie zbilansowania systemu emerytalnego, ponieważ istotnym problemem jest sytuacja demograficzna Rosji. Ludność Rosji zmalała przez 20 lat (od 1989 roku) o około 6 milionów osób.

Obecnie w Federacji Rosyjskiej występuje znacznie krótsza długość życia niż w krajach Europy Zachodniej, co oznacza, że w przyszłości powinna ona ulec znacznemu wydłużeniu, co przy nieznacznie wyższej dzietności niż w Polsce prowadzić będzie do istotnego pogorszenia proporcji między pracującymi a świadczeniobiorcami. 

Jednocześnie niska oczekiwana długość życia mężczyzn (przy urodzeniu – 61,83 lat wg danych z 2008 roku przytoczonych w raporcie „Pension Reform Options for Russia and Ukraine: A Critical Analysis of Available Options and Their Expected Outcomes”) istotnie utrudnia podniesienie ich wieku emerytalnego oraz zniesienie przywilejów emerytalnych.

Bida, co?